Pociąg rusza.
Pita przytulona do matki nie odrywa się od niej tak, jakby to uczyniła dawniej. Przeciwnie.
Cicho, łagodnie, kierowana czarownym instynktem, garnie się ku niej, ku tej zbiedzonej, która jest tak w tej chwili nędzna, iż u dziecka opieki szuka.
Twarz Tuśki pochyla się ku główce Pity i ustami przywiera do złotych włosów.
I cicho, powoli zaczynają z błękitnych oczu matki padać duże, gorące łzy i płynąć wzdłuż czoła dziecka po jego bladej twarzyczce. A pociąg w dal pędzi, rwąc w strzępy słabą nić, brylantami tkaną nić...
Jak kwiaty otwierają się dwa serca kobiece i kwitną dla siebie, dla innych... Jedno własnym bólem, drugie - przeczuciem tego bólu. Tuśka... Pita...