- Baba mści się - mówi - za to, że się chłopak zawieruszył w górach. Nie chce go wpuścić do domu.
- Dobrze robi! - wyrokuje Tuśka.
Oczy Porzyckiego powiększają się w dziwaczny sposób.
Pani także taka niepoczciwa? To źle. Najpierwszą zaletą kobiety jest łagodność i wyrozumiałość. -Nie w tych wypadkach.
- Właśnie, w tych głównie. A... to pani taka zacięta.
Patrzy na nią i śmieje się. Ona mimo woli także się uśmiecha, choć całą siłą woli pragnie zachować się serio.
- Ale gdybym ja był mężem pani, to bym panią przerobił...
- Wątpię.
A Józek wali tylko we drzwi i krzyczy "ozwieraj"... a głos jego chrypliwy niesie światło srebrzyste w dal i rozwiewa mgłę mleczną.
- Niechże pan go uspokoi - zwraca się Tuśka do aktora. Lecz ten zaczyna się śmiać.
- Nie przeszkadzajmy... niech się spełni przeznaczenie - mówi Maeterlinck...
- Ależ to wstrętne...
- Co? takie temperamentowe wybuchy? Przeciwnie, to ożywia jak dzbanek wody.
Józkowi widocznie sprzykrzyło się bezowocne we drzwi walenie. Tu i owdzie po willach zaczynały błyskać światła. U płotów pojawiali się ludzie, słuchali, odchodzili śmiejąc się, wzruszając ramionami.
- Widzi pani - nikogo to nie wzrusza - wyrzekł Porzycki.
- Ale mnie wzrusza. Ja nie lubię scen... to takie niemiłe.
- EL. pani jest przeczulona!
- Nie, tylko nie jestem do tego przyzwyczajona.
Ostatnie słowa wymówiła Tuśka, starając się przybrać ton dość wyniosły. Lecz aktor popatrzył na nią spod zmrużonych powiek i z ulicznikowskim wyrazem twarzy.
W świetle księżyca mimika jego nabierała ogromnej plastyki. Zdawał się twarzą białą Pierrota urągać jej grzecznej poprawności, z którą nagle wyjechała, pragnąc mu zaimponować. W tej krótkiej chwili zrozumiała, że nie zaimponuje mu niczym.
Józek tymczasem przestał walić we drzwi i majstrował coś koło nich, przykucnąwszy do ziemi. Próbował je widocznie podważyć.