gdzie budują nową chałupę. Będziemy łazili po belkach, przewracali kozły i lepiej się panna Pita zabawi niż z pannami Warchlakowskimi.
Tuśka z całej propozycji usłyszała głównie "przewracać kozły". Wydało się jej to nadzwyczaj śmiałe i niesmacznie. Dobre jej ułożenie wzięło znów nad nią górę.
- Pan daruje - wyrzekła tonem wielkiej damy - ale moja córeczka musi właśnie napisać list do ojca. Chodź, Pito - dopisz się do mego listu...
Aktor ręce rozłożył.
- O, skoro list do papy, to ja nie przeszkadzam. Niech panna Pita pisze... Ojciec pierwszy. Ukłonił się grzecznie, a nawet wytwornie, i bardzo umiejętnie, po scenicznemu wyszedł z pokoju. Na progu jednak się zatrzymał.
- Ja cukierki przyślę... - rzucił z uporem dziecka. I z sieni już dodał:
- I coś dla pani mamy!
Za chwilę weszła Obidowska.
W rękach trzymała ową nieszczęsna bombonierkę z pąsową kokardą i olbrzymi czarujący snop szafirowych gencjan...
Smutna jej, świeżo spłakana, tragiczna twarz tonęła w szafirze kwiatów. Był to kontrast nadzwyczajny i tak silny, że aż graniczył z Pięknem.
Wyciągnęła cukierki w stronę dziecka, a kwiaty ku matce.
- To dla nich, a to dla nich! - wyrzekła niskim, zmęczonym głosem. Część druga
XVI
Wśród nocy rozległ się krzyk.
Jeden, drugi - potem cisza. Potem znów krzyk i walenie pięścią we drzwi, to znów przekleństwo i cisza.
Wreszcie pies wyć zaczął i zawtórowały mu inne psy, a był ich cały chór. Tuśka i Pita równocześnie porwały się z posłania.
- Czy to do nas? - rzuciła gorączkowo Tuśka szukając zapałek.
- Nie wiem, mamusiu - odparła Pita.