Czytanie "Kuriera" od deski do deski, wszyscy przy jednej lampie, aby oszczędzić nafty, i potem wyżółkły, wyschły profil męża, chylący się do snu, jego ręka delikatna, anemiczna, z odciskiem od pióra na trzecim palcu, osłonione tragicznym abażurem oczy zmęczone, obwiedzione czerwoną obwódką.
Ale pani ciepłej kolacji nie podaje? - bada ją dalej pani Warchlakowska.
- Jak czasem.
- To źle. Trzeba już przyjąć jeden system i tego się trzymać... W ten sposób bałamuci się gości. Ja podaję herbatę, kanapki, suche ciastka i piwo. Kanapki moje panienki z byle czego zrobią. Na to można użyć doskonale resztek z całego tygodnia... A dla męża kolacja w sekrecie, w kąciku przygotowana. Wyborny system. Radzę pani zaprowadzić.
Jakaś pointa niezadowolenia tkwi w głosie pani radczyni. Ta ciepła kolacja trafiła ją w serce. Tuśka chwyta to w lot.
- O nie! nie! - protestuje - ja już nie mogę odstąpić od kolacji. - Taki u nas zwyczaj... zresztą mąż tak chce...
- A! skoro mężuś...
Pani Warchlakowska uchyla czoła jak korna niewolnica.
Z polanki, na której słońce kładzie złoty, czarujący, świetlany płaszcz, dobiegają cienkie głosiki panien Warchlakowskich.
- Play!...
- Fife!...
- Three...
Głosu Pity nie słychać. Miga tylko czasem jej biała sukieneczka i śliczne nóżki w błękitnych pończochach.
Poruszają się jednak leniwo, niechętnie.
Pita co chwila przystaje, opiera się o żerdzie, patrzy obojętnie na panny Warchlakowskie, które widocznie grają w piłkę "dla galerii", to jest dla dwóch górali, wlokących się po drodze z olbrzymią belką, i dla dwóch pań, które przystanęły i patrzą w głąb placyku.
Pani Warchlakowska na Pitę przez szkła patrzy.
- Śliczne dzieciątko... ubrane gustownie... tylko... Zawiesiła głos.
Uśmiechnęła się, jakby przeżuwała cytrynę, i wreszcie dorzuca:
- Tylko cokolwiek za krótka spódniczka.
Tuśka czuje, że jest to wywzajemnienie się za ową legendową kolację przy wincie.
- Taka już u nas moda w Warszawie! - mówi wykrzywiając mimo woli usta takim samym
Strona 79