cykliście. I on obejrzał się, powiał czapeczką i błyszczał dalej uśmiechem i rzędami perłowych lśniących zębów.
Tuśka wyrwała Picie z ręki gencjany i rzuciła je na ziemię.
Po raz pierwszy Pita widziała matkę tak uniesioną. Oczy jej błyszczały, dobry ton i umiarkowanie znikły chwilowo pod wpływem podniecenia.
- Rzuć te kwiaty! - zawołała. - Nie oglądaj się!
Głos jej był zmieniony. Pita zrozumiała, iż żartować nie należy, i śpiesznie ku domowi iść zaczęła.
- Chcesz, żebym napisała do ojca, co ty wyprawiasz? - mówiła idąc za nią Tuśka. - Ja ciebie nie poznaję... co się z tobą dzieje!
Gdy weszły obie do pokoju, gniew Tuśki, zamiast ustać, powiększył się jeszcze.
Na oknie stała znów żółta bombonierka, przystrojona płomienną kokardą, a do niej przypięto ogromną ćwiartkę papieru z następującym czterowierszem:
Panna Pita zła bez miary, Twarde serce w pannie Picie, Bo, zwracając skromne dary, Łamie słudze swemu życie!
Pita strwożona, z oczyma łez pełnymi, rozbierała się przy swoim łóżku, spod oka tylko śledząc bombonierkę i przypięty do niej papier.
Natomiast Tuśka śmiało podeszła ku oknu, przechyliła się i zawołała:
- Gaździna!...
Naturalnie zza węgła ukazała się natychmiast wspaniała postać pani Obidowskiej, jeszcze czarniejsza, jeszcze bardziej indyjska niż zwykle.
- A co fcom?
- Proszę wziąć to pudełko, oddać temu panu, co gra "na gębusi", i powiedzieć, że mu zakazuję cokolwiek dawać mojej córce. Jeżeli nie przestanie nas zaczepiać, to się wyprowadzimy.
Gaździna wzięła ostrożnie w czarne żylaste ręce śliczne cacko i pokiwała głową.
- A czemu nie fcom wziąć, kiej pan dają z dobroci? - zapytała. - Oni przecie za to dudków nie fcom, ino tak panience na uciechę...
- Proszę to wziąć i nie rezonować - rzuciła krótko Tuśka.
Gdy wróciła do pokoju, Pita, rozebrana ze spacerowej sukienki, siedziała skurczona na zydelku pod ścianą. Wyraz twarzy miała przygasły i zacięty. Jakiś żal migotał na dnie jej źrenic.
I Tuśka uczuła dokoła siebie atmosferę nieprzychylności i coś nienormalnego w sobie samej, co przejęło ją nagłą nudą i niesmakiem do tego wszystkiego, co ją otaczało.
Chciała jednak się przemóc, pokryć to nie znane jej przedtem uczucie i usiadłszy do stołu zaczęła z całą sumiennością spisywać dzienne wydatki i liczyć pozostałe pieniądze...
Strona 57