W Warszawie jednak czy na pensji, czy to w domu chwalono ją za tę powagę. Zwróciła się więc ku matce, jakby żądając od niej wyjaśnienia. Tuśka natychmiast pośpieszyła z odpowiedzią:
- Moja córeczka nie jest za poważna, panie doktorze... ona jest tylko rozsądna. Taki jest jej układ, była taka od dziecka.
Lekarz wzruszył ramionami.
- To źle... dziecko powinno biegać, hałasować, krzyczeć, kozły wywracać.
- ! ! !
- Tak, tak!... ta panna rozsądna powinna jak nic kozła fiknąć na trawie. Po to przecież ją tu pani przywiozła. Blade to, anemiczne... Niech lata po słońcu, niech się opali, niech parę razy nos zbije...
Tuśkę aż dusić zaczęło z oburzenia.
- Pan daruje, panie doktorze, ale moja córka jest w tym wieku... Lekarz przerwał jej gwałtownie:
- W jakim wieku? To jest dziecko. Wy jesteście straszni, wy z miasta. Przywozicie nam tu starych, maleńkich, zwiędłe przedwcześnie kwiaty i mówicie: "Doktorze, coś temu dziecku jest". Ależ u diabła - pewnie, że jest, i to bardzo dużo. A nie ma najgłówniejszej rzeczy, nie ma nerwu życiowego, nie ma już siły... nie ma chęci do życia.
- ?
- Tak, tak!... Ja pani ręczę, że gdyby się tej dziewczynki zapytać, czy się bardzo cieszy, gdy budzi się rano, ale zapytać umiejętnie, bo ma pozór bardzo skrytej natury, to przyznałaby, że albo jej to jest obojętne, albo woli spać... I to jest bardzo prosty sposób objaśnienia, że się nie ma ochoty do życia.
Tuśka nic nie odpowiadała, zła i zirytowana. Po co właściwie tu przyszła? Ten doktor powiedział jej, że jest zdrowa, że ma zupełnie silne płuca, a teraz zajął się Pitą i obniża powagę Tuśki w oczach córki. Każe jej krzyczeć, biegać, opalać się, wszystko to właśnie, czego Tuśka troskliwie dziecku zakazuje.
Postanowiła nie wracać więcej do tego lekarza. Dobre jej wychowanie jednak kazało jej wycofać się z gry bardzo dyplomatycznie.
- Postaramy się zastosować do wskazówek pana doktora - wyrzekła kładąc na głowę Picie strojny kapelusz.
Ogarnęła szybkim wzrokiem ten śliczny pokoik, lśniący od szalujących ściany desek, ze sprzętami pracowicie rzeźbionymi na ogólnie przyjęty szablon "zakopiańskiego" stylu.
- I przyjdziemy za tydzień.
- To, to - odparł lekarz odprowadzając je do drzwi - i swobody, wesołości, uśmiechów jak najwięcej. Pani także zdałoby się trochę życia, jakiś odruch temperamentowy, bo strasznie pani
Strona 54