Ukośny promień światła z drzwi przez nią uchylonych oświetlił pająkowate błyszczące koła i nogę, i rękę schylonego mężczyzny, który, odziany w szarą flanelową koszulę, sportowe spodnie, czarne pończochy i żółte buty, majstrował coś koło roweru.
Majstrowanie to nie przeszkodziło mu widocznie w dawaniu folgi swemu dobremu humorowi, bo "na gębusi" udawał przedziwnie łomot bębna. Do uszu Tuśki doleciały słowa łączące się w warczenie pałek walących w oślą skórę.
Tuśka przerwała szybko ową zbyt ranną pobudkę. - Przepraszam pana! - wyrzekła głosem podniesionym i niemiłym - czy można prosić o spokój? Przyjechałam dla leczenia się, a nie dla denerwowania...
Mężczyzna nie zdołał jeszcze podnieść głowy, kiedy Tuśka zniknęła w swoim pokoju zatrzaskując drzwi tak silnie, iż sama się tym faktem zgorszyła.
Warczenie bębna ucichło.
Jakieś ciche kroki przebiegły sień i nastała ogromna cisza.
Nagle prawie pod oknami rozległo się cichutkie świergotanie ptasząt.
- O!... - wyrzekła Pita.
Lecz Tuśka spojrzała na nią spod brwi ściągniętych.
- Moje dziecko, proszę cię, masz pilnik i opiłuj sobie równo paznokcie. Rosną ci w festony. Zamiast zajmować się błazeństwami tego pana, pilnuj, żebyś, gdy dorośniesz, nie potrzebowała się rumienić za źle utrzymane ręce.
Pita wzięła pilnik i zaczęła z nadzwyczajną wprawą manewrować koło swoich paznokci.
Tuśka wzięła w rękę list męża, który dostała wczoraj, wróciwszy z teatru.
Był to szary, przeciętny list, niezmiernie smutny w tej swojej obojętności zrezygnowanego człowieka. Czytając go, widziało się zielone palto, schylone plecy i zagasłe oczy. Tak jakby myśli jaśniejsze omijały starannie ten umysł i nawet nie zwabione nigdy już nie biegły w tę stronę. Było to beznadziejne dla siebie, słabonadziejne dla in nych. Mimo to spełnienie obowiązku wiodło go po szynach dobrze ułożonych przez porządek przyjęty milczącym ogólnoludzkim układem.
"Moja droga Tuśko! Bardzo się cieszę, że zajechałyście zdrowo i szczęśliwie do Zakopanego. Zmartwiło mnie to, co piszesz o ciągłym deszczu, ale tam nawet deszczowe powietrze jest zdrowsze niż tu w Warszawie w najświetniejszą pogodę. Proszę cię więc, lecz się pilnie i każ Picie, aby piła mleko i przebywała na świeżym powietrzu jak najwięcej. Spotkałem wczoraj, wracając z biura, doktora i ten polecił mi to ci napisać. Dywany i portiery już wytrzepane i złożone. Kwiaty podczas deszczu kazałem stróżowi wynieść na dziedziniec. Duża palma ma mszyce, ale obmywać ją będę tytoniem. - Mam teraz dużo czasu, to mi zajmie wieczory. Chłopcy wybornie się na wsi mają. Zbierają się do ciebie napisać. Kończę już, bo muszę iść do biura. Przyjmij serdeczne ucałowanie dla ciebie i dla Pity -
kochający mąż"
Ani słowa o sobie, tylko to krótkie "idę do biura, wracam z biura", a potem: "będę obmywał palmy wieczorami".
W Tuśce jednak nie zadrgało nic, nie pomyślała nawet, jaka melancholia jest w sytuacji tego
Strona 46