gracją.
To samo czyni i Pita.
Góral machnął lejcami, konie szarpnęły z miejsca, dorożka stęknęła i zarechotała jak całe stado rozjuszonych żab.
Aktor Porzycki wionął ku odjeżdżającym dość elegancką "panamą". Tuśka bezwiednie oddała mu ukłon.
Pita w tej chwili także pochyliła główkę.
I obie jadą teraz przez ciemne Krupówki, poznaczone tylko po bokach, gdzieniegdzie, jasnością oświetlonych werand i okien.
I obie mają jakieś rozjaśnione i zadowolone miny. VII
Nazajutrz nadzwyczajne szczekanie wielkiego podwórzowego brytana zbudziło Tuśkę i Pitę. Porwały się obie i siadły na łóżkach, przecierając oczy.
- Cóż znowu za psisko! - wyrzekła zirytowanym głosem Tuśka.
- Może to w sąsiedniej willi.
- To będzie przyjemność.
Szczekanie zamieniło się w przeciągłe wycie.
- Ależ to tu, w domu, w sieni - wyrzekła znów Tuśka odrzucając kołdrę.
Ale przenikliwe, poranne zimno zakopiańskie zmusiło ją do powrócenia do łóżka. Szczekanie brytana umilkło, natomiast zaczął poszczekiwać jakiś mały szczeniak.
- Cóż to? Cała rodzina?
- Och, mamo!... to szczenię,- prawda?
- Szczenię.
- Ja zobaczę.
- Ani mi się waż, przeziębisz się. Leż spokojnie. Dopiero ósma. Nagle miauknął kot.
- Cała menażeria! - westchnęła Tuśka. - Już ja się z gaździną rozmówię.
Lecz za drzwiami zaczął się rozgrywać cały dramat. Kot spotkawszy się widocznie z brytanem parskał, a pies warczał i naszczekiwał. Trwało to długą chwilę, wreszcie wrzask koci i szczekanie psie zwarły się w jeden głos tworząc tak straszny hałas, że Tuśka wyskoczyła jak szalona z łóżka i
Strona 42