- Tak, ale trzeba mieć papę i mamę, tak jak Porzycki. Jak zabraknie, dodadzą synalkowi. Aktor o diamentowych oczach wzruszył ramionami.
- No... nie życzyłbym ci mieć takie od rodziny dodatki, jakie ja miewam.
- A zawsze masz pieniądze.
- Bo oszczędzam. Stołuję się prywatnie, żyję jak filister, kocham się za darmo, a na ubranie zaabonowałem się w Wiedniu. Dlatego mi wystarcza.
- Podwyższyli ci gażę?
- Spodziewam się. Ale jak mi dadzą gdzie lepsze warunki, to pojadę.
- Forszus wziąłeś.
- Oddam - do łapy mi nie przyrósł.
- Oddasz? no!...
- E... daj mi spokój ! Pies by z tobą tańcował polkę przez całe Planty, taka jesteś nudna.
- A ty ordynarny.
- Och!... jaka hrabina!...
Pita słucha pilnie, co mówią w tej grupie, i widocznie obraz psa, tańczącego polkę przez Planty z tą śliczną i elegancką panną, bawi ją w niezwykły u niej sposób.
Zaczyna się leciuchno uśmiechać.
Porzycki dostrzega ten śmiech.
- Widzisz!... - mówi do koleżanki - jesteś tak nudna, że ta śliczna panienka śmieje się z ciebie.
- To z ciebie.
- Nie, z ciebie.
Tuśka czuje, iż powinna wstać i iść z tej werandy, gdzie swoboda grona aktorów wciąga i ją, i Pitę w swe zaczarowane koło.
- Chodźmy, Pita!
Z piersi Porzyckiego wydziera się jakby westchnienie:
- Szkoda!
Tuśka zabiera córkę i obie, przeprowadzone wzrokiem publiczności, schodzą ze schodków na ulicę. Tuśka chce wsiąść do furki, lecz widzi, iż Porzycki i dwie aktorki wstały i oparte o balustradę, przypatrują się ich odjazdowi.
Siada więc do dorożki licząc mimowolnie, ile wydała dziś na teatr, herbatę, dorożki. Siada jednak z
Strona 41